Komplet zwycięstw, rekordowy tydzień i pogoń za Norwegią w rankingu UEFA.

0
Ryoya Morishita

Ryoya Morishita during PKO BP Ekstraklasa game between teams of Legia Warszawa and Zaglebie Lubin at Stadion Miejski Legii Warszawa, Warsaw, Poland (Maciej Rogowski) — Photo by mrogowski_photography

Historyczne lato trwa. Po dekadach upokorzeń i gorzkich pucharowych porażek polskie kluby nareszcie przejmują inicjatywę. W ciągu zaledwie kilku dni cztery nasze drużyny – Lech, Legia, Raków i Jagiellonia – odniosły cztery zwycięstwa i pewnie awansowały do III rundy eliminacji swoich europejskich rozgrywek. Co więcej – nie przegrały ani jednego spotkania w trwającym sezonie pucharowym. Bilans? 10 meczów, 9 zwycięstw, 1 remis. Brzmi jak sen? Tak. Ale to się dzieje naprawdę.

Czwartek należał do Legii, ale cała Polska piłkarska ma powody do świętowania

Warszawska Legia, choć przegrywała u siebie z Banikiem Ostrawa, odwróciła losy spotkania i wygrała 2:1. To właśnie drużyna Edwarda Iordanescu zamknęła tydzień w najlepszym możliwym stylu – zwycięstwem, które przypieczętowało komplet polskich triumfów.

Wcześniej Jagiellonia Białystok odprawiła serbski FK Novi Pazar (3:1), Raków Częstochowa rozprawił się na wyjeździe z MSK Żilina (również 3:1), a Lech Poznań dopełnił formalności z Breiðablikiem Kópavogur (1:0), zamykając dwumecz wysokim zwycięstwem 8:1.

Takiego tygodnia w historii naszego futbolu nie było nigdy. Cztery mecze, cztery zwycięstwa, ponad dwa punkty do rankingu krajowego UEFA. Polska stała się jednym z najlepiej punktujących krajów w Europie na tym etapie sezonu. I co najważniejsze – to nie przypadek. To efekt dobrej organizacji, przemyślanych transferów i świadomości celu. Wiemy, co przynosi nam punkty do rankingu UEFA, co wzbogaca budżet klubu, co promuje zawodników, których można później sprzedać za duże pieniądze. No i jesteśmy atrakcyjni w oczach potencjalnych zawodników z lepszych lig. Dzieje się.

Ranking UEFA? Polska depcze po piętach Norwegii

W rankingu UEFA Polska umacnia się na 13. miejscu, a 12. pozycja Norwegii jest już w zasięgu wzroku. Po czwartkowych wygranych dorzuciliśmy kolejne 2,375 punktu, co daje nam już więcej niż w całych sezonach 2018/19 i 2019/20 – razem wziętych. Lech ma już zagwarantowaną fazę grupową co najmniej Ligi Konferencji, a Legia – nawet jeśli przegra w III rundzie Ligi Europy – spadnie do baraży Ligi Konferencji. Wszystkie cztery zespoły mają realną szansę na grę w fazach grupowych.

To właśnie komplet awansów był najważniejszy. Bo to nie tylko premia finansowa – choć niebagatelna (4,3 mln euro za fazę grupową LE, 3,17 mln za LK) – ale też kolejne punkty do rankingu, które przybliżają nas do pięciu miejsc w europejskich pucharach od sezonu 2026/27.

Polskie czasy w Europie. W końcu!

Nie tak dawno, o tej porze roku, przyzwyczajeni byliśmy raczej do zbierania – delikatnie mówiąc – „oklepów” od półamatorskich drużyn z Luksemburga czy Islandii. W sierpniu często nie było już ani jednej polskiej drużyny w grze. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Legia, Lech, Raków i Jagiellonia grają z pewnością siebie, jakością i planem. Są skuteczne, są skoncentrowane. I – co najważniejsze – mają głód. Pojęcie „Eurowpierdol” nie ma już racji bytu.

Iordanescu tchnął w Legię organizację i pragmatyzm. Siemieniec zbudował w Jadze ofensywną tożsamość. Raków mimo roszad trzyma poziom z ostatnich lat, a Lech wręcz błyszczy – seria 11 kolejnych meczów ze strzelonym golem w Europie mówi sama za siebie.

Co dalej?

W III rundzie:

  • Lech Poznań zmierzy się z Crveną Zvezdą w el. Ligi Mistrzów – to najtrudniejszy test.
  • Legia Warszawa powalczy z AEK Larnaka o fazę play-off Ligi Europy.
  • Raków Częstochowa zagra z Maccabi Hajfa, a Jagiellonia Białystok z Silkeborgiem w el. Ligi Konferencji.

Wszystkie drużyny wciąż są w grze o fazę grupową, a Lech i Legia mają zabezpieczenie w postaci „spadku” do LE lub LK.

Nie ma co ukrywać – przełomowy sezon dla polskich klubów może nadejść właśnie teraz. Jeśli cała czwórka awansuje do faz grupowych, Polska może realnie myśleć o top 10 rankingu UEFA. A to otworzyłoby drzwi do jeszcze większych możliwości – np. gwarantowanego miejsca w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia.

Polskie drużyny nie tylko wygrywają, ale też grają dojrzale. Strzelają gole, utrzymują kontrolę, nie pękają pod presją. To nie są już tylko pojedyncze błyski – to ciągłość i proces.

„Polskie czwartki” – które do tej pory były raczej źródłem frustracji – zaczynają znowu smakować. Jeśli ten trend się utrzyma, być może za kilka lat, zamiast mówić o „historycznym tygodniu”, będziemy mówić o „normie”.

Na razie jednak – cieszmy się chwilą. Bo po raz pierwszy od lat naprawdę jest z czego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *