[WIDEO] Piątek strzela, Piątek wylatuje. El Pistolero znów w centrum uwagi
Photo by Dziurek
Krzysztof Piątek ewidentnie postanowił wziąć sprawy w swoje ręce – i nogi – w walce o tytuł króla strzelców tureckiej Super Lig. Napastnik Basaksehiru zagrał w meczu z Gaziantep FK jak zawodnik z okładki gry FIFA: najpierw gol z karnego, potem asysta, a na koniec… bezpośrednia czerwona kartka. Emocje? Były. Gol? Był. Czerwień? Też była. Turecka liga nie przestaje dostarczać rozrywki – a Piątek znów zagrał główną rolę. A być może na dniach poznamy jego przyszły klub i zakończy się transferowa saga, której jesteśmy świadkami od kilku tygodni.
Polski klasyk nad Bosforem
W niedzielne południe oczy polskich kibiców skierowane były na Stambuł, gdzie Basaksehir podejmował Gaziantep. W składach obu drużyn znalazło się dwóch reprezentantów Polski – Krzysztof Piątek i Kacper Kozłowski. Brzmi jak przepis na emocje? I bardzo dobrze, bo właśnie to dostaliśmy. Z nawiązką.
Już w 9. minucie goście z Gaziantep wyszli na prowadzenie po sprytnej kontrze i lobie Davida Okereke. Basaksehir długo szukał odpowiedzi, aż w końcu dopiął swego. W 42. minucie Piątek wykorzystał jedenastkę jak stary wyjadacz – zmylił bramkarza, posłał piłkę po ziemi w prawy róg i mógł się cieszyć z 20. gola w sezonie ligowym.
Krzysztof Piątek wykorzystał rzut karny i wyrównał stan rywalizacji między Basaksehirem a Gaziantepem. Kilka chwil później kolega z drużyny wyprowadził ich na prowadzenie 2:1.
— Przemek Dziubiński (@Przemek_Dziub) April 20, 2025
Polak pokonał tym samym barierę 20 bramek w tym sezonie Süper League.#Piątek pic.twitter.com/hqADxtjtDA
Doliczone sekundy pierwszej połowy przyniosły kolejne trafienie dla gospodarzy, a Polak dołożył cegiełkę – tym razem jako asystent.
30 goli i… szybki prysznic
Po przerwie emocji sportowych było już nieco mniej, za to temperatura na boisku wzrosła – i to dosłownie. W 88. minucie Piątek wdał się w powietrzną przepychankę z rywalem. Wylądował niefortunnie… trafiając nogą przeciwnika w okolice, które delikatnie mówiąc, nie są idealnym miejscem na takie ciosy. Zwłaszcza u mężczyzny.
Rakibine kasti tekme atan Krzysztof Piątek direkt kırmızı kart gördü.
— Fenerbahçe Arma Aşkı (@fenerbahcearma) April 20, 2025
Piatek, 3 maç ceza alması halinde Fenerbahçe karşısında forma giyemeyecek.
pic.twitter.com/glOsHZ85K9
Arbiter nie miał wątpliwości – czerwona kartka i koniec występu Piątka. El Pistolero zszedł z boiska wcześniej niż planowano, choć pewnie w głowie miał raczej dublet niż samowykluczenie.
Żeby było zabawniej (choć dla zainteresowanych raczej mniej), kilka minut później w jego ślady poszedł Kacper Kozłowski. Najpierw jeden żółty kartonik za protesty, a chwilę później – drugi. Również zakończył mecz przed czasem. A podobno Turcy to krewki naród. Polacy nie chcą być gorsi! Zanim jednak wyleciał z boiska mógł pokusić się o gola. Na przeszkodzie stanął słupek. Zresztą sami zobaczcie.
🤯 Kacper Kozlowski'nin sert şutu ve Muhammed Şengezer'in şık kurtarışı sonrası, top iki direğe birden çarptı! #beINSPORTS pic.twitter.com/TIiqbtk7tV
— beIN SPORTS Türkiye (@beINSPORTS_TR) April 20, 2025
Król strzelców? Czemu nie!
Mimo nerwowej końcówki, Basaksehir zgarnął komplet punktów i pozostaje w grze o europejskie puchary. Klub z Stambułu notuje obecnie serię czterech zwycięstw z rzędu i traci zaledwie dwa punkty do czwartego miejsca w tabeli.
Dla Piątka to był 30. gol we wszystkich rozgrywkach w tym sezonie. Tylko Victor Osimhen ma więcej ligowych trafień – jedno. Walka o koronę snajpera trwa w najlepsze, choć czerwony kartonik może nieco przeszkodzić El Pistolero w kolekcjonowaniu kolejnych bramek.
Transfery na horyzoncie?
Tureckie media donoszą, że Piątkiem interesują się największe kluby ligi – Fenerbahce, Besiktas i Trabzonspor. W grze są duże nazwiska, duże ambicje i jeszcze większe pieniądze. Czy Polak zmieni barwy już latem? To temat na osobny serial – najlepiej w stylu tureckiej telenoweli.
Na razie jednak kibice Basaksehiru mogą spać spokojnie. Ich gwiazdor trafia regularnie i nawet jak nie kończy meczu, to przynajmniej robi show. A że czasem trochę za bardzo? Cóż, taka już natura El Pistolero.